Braterstwo‎ > ‎Tematy formacji‎ > ‎

3. Wierzę we wcielenie - Słowo stało się ciałem

Przypomnijmy sobie jakie były nasze postanowienia z ostatniego naszego spotkania ?
Czy udało się nam je wypełnić ?
Czy zrodziły się jakieś pytania dotyczące wiary ?
Zapytajmy się, jeśli są jakieś wątpliwości. 

I Widzieć 
Wierzymy, że Bóg stał się człowiekiem, tzn. Syn Boży, równy Ojcu narodził się z Maryi dziewicy. 
Co to tak naprawdę znaczy w życiu codziennym ?
Boga możemy odtąd spotkać już nie jako ducha. Lecz jako człowieka, jako Jezusa Chrystusa. Powiedzmy sobie, kiedy najbardziej odczuwamy obecność Pan Boga, w jakich okolicznościach, w jakich warunkach. (np. gdy jestem skupiony, w kościele, gdy czytam Pismo św. gdy przyjmuję Komunię św., itp.) Każdy może mieć tu inne doświadczenie, podzielmy się tym. 

II Osądzić 
Przeczytajmy fragment z Pierwszego listu św. Jana:
 
1 J 1,1 – 4 

Zatrzymajmy się także nad fragmentem wyznania naszej wiary dotyczącym Jezusa. Czy rozumiemy te słowa. Dziś ważne jest byśmy umieli sobie wyjaśnić wszystkie niejasności i wątpliwości.
Zwróćmy uwagę, św. Jan mówi o Bogu – usłyszeliśmy, ujrzeliśmy, dotykały nasze ręce…’ Bóg – życie był tak blisko, tak namacalnie. Dziś jest podobnie. 

Można w miarę zainteresowania tematami przeczytać pewne teksty zawarte w dodatkach do tego spotkania: 
  1. Wcielenie ukazuje pokorę Pana Boga, jakże wielka to tajemnica 
  2. Jakie dla nas dzisiaj ma znaczenie to w co wierzymy - kim jest Jezus 
  3. Jezus łączy niebo i ziemię 
  4. Dlaczego Bóg stał się człowiekiem 
  5. Nasza zwyczajność została przebóstwiona 
  6. Świadectwo co w moim życiu oznacza Wcielenie . 

III Działać 
Niech każdy zrobi sobie jedno postanowienie, które będzie chciał zrealizować do następnego spotkania. np.: 
  • będę starał się zobaczyć w mojej codzienności Boga  – jedną rzecz w moim życiu będę robił lepiej, solidniej – ‘jak dla Boga, a nie dla ludzi’; postanowię sobie jaka to będzie rzecz; 
  • przeżyje lepiej spotkanie ‘fizyczne; z Bogiem – może to być np., przyjęcie Komunii św. (dotyk), adoracja Najświętszego Sakramentu (wzrok), czytanie Pisma św. (słuch), itp. Wybiorę jeden sposób i będę chciał nad tym pracować do następnego spotkania. 
  • przeczytam z katechizmu o wierze w Jezusa Chrystusa (poszerzę wiedzę o prawdach o których dziś mówiliśmy); 
  • porozmawiam z kimś o tym co dowiedziałem się i o czym rozmawialiśmy na tym spotkaniu; 

Spotkanie 3.Wierzę we wcielenie 
„To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce . bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione . oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.” 
(1 J 1,1-4) 

Wierzę w jednego Pana Jezusa Chrystusa, 
Syna Bożego Jednorodzonego, 
który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. 
Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, 
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. 
Zrodzony, a nie stworzony, 
współistotny Ojcu, 
a przez Niego wszystko się stało. 
On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia 
zstąpił z nieba 
i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy 
i stał się człowiekiem. 


1. Benedykt XVI 

Czym jest wcielenie – o pokorze Boga. 
W tych dniach wiele razy zabrzmiało w naszych kościołach określenie „Wcielenie” Boga, aby wyrazić to, co świętujemy w Bożym Narodzeniu: Syn Boży stał się człowiekiem, jak mówimy odmawiając nasze Credo. Co oznacza to centralne słowo dla wiary chrześcijańskiej ?
Pochodzi z łacińskiego „incarnatio”. Święty Ignacy Antiocheński, pod koniec pierwszego wieku, a zwłaszcza święty Ireneusz używali tego terminu zastanawiając się nad Prologiem Ewangelii św. Jana, a zwłaszcza nad wyrażeniem „Słowo stało się ciałem” (J 1,14).
Tutaj słowo „ciało” wskazuje człowieka w jego pełni, właśnie w aspekcie jego przemijania i czasowości, jego ubóstwa i przypadkowości. Ma to nam powiedzieć, że zbawienie przyniesione przez Boga, który stał się ciałem w Jezusie z Nazaretu dotyka człowieka w jego konkretnej rzeczywistości i niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje. Bóg przyjął ludzką kondycję, aby ją uzdrowić od tego wszystkiego, co nas od Niego oddziela, aby nam pozwolić nazywać Go w jego Jednorodzonym Synu „Abba, Ojcze” i być naprawdę Jego dziećmi. 
Święty Ireneusz mówi: „Taka jest racja, dla której Słowo stało się człowiekiem, Syn Boży Synem Człowieczym: aby człowiek, jednocząc się ze Słowem i przyjmując w ten sposób synostwo Boże, stał się synem Bożym” (Adversus haereses, III, 19, 1: PG 7, 939; por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 460). 

„Słowo stało się ciałem” jest jedną z tych prawd, do których tak się przyzwyczailiśmy, że niemal już nas nie uderza wielkość wydarzenia, jaką ona wyraża. I rzeczywiście w tym okresie Bożego Narodzenia, w którym często wyrażenie to powraca w liturgii, czasami większą uwagę zwracamy na aspekty zewnętrzne, na „barwy” święta, niż na istotę obchodzonej przez nas wielkiej nowości chrześcijańskiej: coś absolutnie nie do pomyślenia, czego dokonać mógł tylko Bóg i w co możemy wejść jedynie z wiarą. Logos, który jest u Boga, Logos, który jest Bogiem (por. J 1,1), Stwórca świata, dla którego zostały stworzone wszystkie rzeczy (J 1,3), który swoim światłem towarzyszył ludziom na przestrzeni dziejów (por 1,4-5; 1,9), staje się ciałem i zamieszkuje między nami, staje się jednym z nas (por 1,14). Sobór Watykański II mówi: „Syn Boży...ludzkimi rękami wykonywał pracę, ludzkim umysłem myślał, ludzką wolą działał, ludzkim sercem kochał. Zrodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, podobny do nas we wszystkim, z wyjątkiem grzechu” (Konst. Gaudium et spes, 22). Ważne jest więc odzyskanie zadziwienia w obliczu tajemnicy, pozwolenie objęcia się wielkością tego wydarzenia: Bóg jako człowiek przemierzył nasze drogi, wkraczając w czas człowieka, aby nam przekazać swoje życie wewnętrzne (por. J 1, 1-4). Uczynił to nie z przepychem władcy, który podporządkowuje świat swoją władzą, ale z pokorą dziecka.


2. Andrzej Macura
(ze strony www.wiara.pl)

Spory kim jest Jezus.
Jezusowi było łatwiej, bo tak naprawdę nie cierpiał – powie przybity swoim krzyżem młody człowiek. – Jak to nie cierpiał? – spyta ktoś inny zdumiony. A krzyż? – No przecież Jezus jest Bogiem, a Bóg nie może cierpieć, prawda? To była tylko taka gra – odpowie zbolały. Brzmi sensownie? W innym zaś wypadku ktoś może powiedzieć: Jezusowi było łatwo żyć bez grzechu, bo nie doświadczał pokus. Przecież Bóg nie jest kuszony prawda? No i co na takowe dictum odpowiedzieć? Nie mówiąc już zarzutach tych, którzy niebo widzą jako rzeczywistość stworzoną tylko po to, żeby miał kto Bogu służyć i kadzić. 

„Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem” – uczy Kościół (KKK 464). Za tym lakonicznym sformułowaniem kryją się wieki precyzowania nauki Kościoła w ogniu sporów. Bo to w jaki sposób w Jezusie Chrystusie bóstwo połączyło się z człowieczeństwem, to w gruncie rzeczy spór o soteriologię; o to czy faktycznie zostaliśmy pojednani z Bogiem - czy zostaliśmy zbawieni. I co to tak naprawdę znaczy.

Idąc tropem Katechizmu Kościoła Katolickiego wypada zacząć od pomysłu związanych z gnozą doketów. Twierdzili oni, że Jezus miał ciało pozorne. Bo przecież doskonały, duchowy Bóg nie może łączyć się z tym co materialne. Jego śmierć na krzyżu była więc tylko inscenizacją. Co by to oznaczało? Ano że posłuszeństwo Ojcu Jezusa nic nie kosztowało. Zostalibyśmy zbawieni przez odegranie komedii. Na zawsze zasadne pozostałyby zarzuty o to, że nasz Zbawiciel tak naprawdę nie wie, jak wiele człowiek musi nieraz wycierpieć, gdy chce być posłuszny Bogu. Kościół szybko odrzucił ten pomysł i podtrzymuje, że Jezus miał ludzkie ciało. Naprawdę cierpiał i umarł. W ten sposób nas zbawił. I zostawił nam wzór, że naprawdę można być posłusznym Bogu aż do śmierci. 

Potem Paweł z Samosaty wpadł na pomysł, że Jezus nie mógł tak naprawdę być Bogiem. Został tylko przez Boga adoptowany. Znacznie groźniejszy z perspektywy historycznej okazał się zawierający podobną myśl pomysł żyjącego nieco później Ariusza. Twierdził on, że „Syn Boży pochodzi z nicości”, że „pochodzi z innej substancji niż Ojciec”. Co by to mogło oznaczać? Nie tylko to, że Jezus nie jest Bogiem. Także to, że niebo nie jest Jego. Że jest tam tylko z łaski Ojca. Więc gdy nas tam zaprasza, być może jesteśmy nie do końca chcianymi gośćmi. Nauce Ariusza przeciwstawił się pierwszy sobór. W Nicei w 325 roku. Jednak jeszcze przez całe wieki arianizm miał się całkiem dobrze często będąc w niektórych regionach liczebnie silniejszy niż ortodoksja. A i dziś znajduje zwolenników w różnych wywodzących się z chrześcijaństwa sektach. 

Nestorianizm z kolei (upraszczając) widział w Jezusie dwie osoby: ludzką i połączona z nią osobę Bożego Syna. Jezus byłby w tej koncepcji jakąś hybrydą dwóch osób. Sobór w Efezie przyjął jednak tezę, że „Słowo, jednocząc się przez unię hipostatyczną z ciałem ożywianym duszą rozumną, stało się człowiekiem”. W konsekwencji można powiedzieć: Bóg się urodził, Bóg umarł. I można powiedzieć, że Maryja, choć dała Jezusowi nie bóstwo, a ciało i duszę rozumną, może być nazywana Matką Boga. Ale nie tylko o słowa chodzi. Chodzi o mocne podkreślenie, że jeden podmiot, Boży Syn, będąc jedną z osób Trójcy jednoczy w sobie pełne bóstwo i pełne człowieczeństwo. W osobie Bożego Syna człowieczeństwo ma udział w bóstwie. Niesamowite to wywyższenie człowieka. Nasze bycie dziećmi Bożymi jest czymś więcej niż tylko tytułem. 

Monofizyci z kolei twierdzili, że natura ludzka przez złączenie z Bożą przestała praktycznie istnieć. Czy mógł więc Jezus naprawdę doświadczać bólu egzystencji ? Czy mógł być zmęczony ? Czy mógł odczuwać pokusy ? Przeciw nim sobór w Chalcedonie orzekł (KKK 467) 
„Idąc za świętymi Ojcami, uczymy jednogłośnie wyznawać, że jest jeden i ten sam Syn, nasz Pan Jezus Chrystus, doskonały w Bóstwie i doskonały w człowieczeństwie, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, złożony z duszy rozumnej i z ciała, współistotny Ojcu co do Bóstwa, współistotny nam co do człowieczeństwa, "we wszystkim... z wyjątkiem grzechu" (Hbr 4, 15). Przed wiekami zrodzony z Ojca jako Bóg, w ostatnich czasach narodził się dla nas i dla naszego zbawienia jako człowiek z Maryi Dziewicy, Bożej Rodzicielki. 

Jeden i ten sam Chrystus Pan, Syn Jednorodzony, ma być uznany w dwóch naturach bez pomieszania, bez zamiany, bez podziału i bez rozłączenia. Nigdy nie została usunięta różnica natur przez ich zjednoczenie, lecz właściwości każdej z nich są zachowane i zjednoczone w jednej osobie i w jednej hipostazie” . 

Kościół wierzy więc w idealne zjednoczenie w Jezusie bóstwa i człowieczeństwa. Jezus jest jedną z osób Trójcy Świętej. Jednocześnie ten sam Jezus, tak jak każdy człowiek, ma duszę i ciało. Z wszystkimi tego konsekwencjami. Nie jest np. tak, że bóstwo zastąpiło w Jezusie ludzką duszę. Dlatego też Jezus też jak każdy człowiek, mógł „wzrastać w latach i mądrości”. Jednak „ludzka natura Syna Bożego, nie sama przez się, ale przez swoje zjednoczenie ze Słowem, poznawała i ukazywała w sobie wszystko, co przysługuje Bogu”.

I co chyba też ważne, Kościół wierzy, że to zjednoczenie bóstwa i człowieczeństwie w Jezusie Chrystusie będzie trwało już na zawsze. Człowieczeństwo Jezusa nigdy już nie zniknie. Zmartwychwstały Chrystus już na zawsze pozostanie człowiekiem. Czyli jednym z nas. Poszedł do nieba z ludzką duszą i ciałem. Takiego potężnego i rozumiejącego ludzką kondycje mamy Orędownika u Ojca. 

Można się zastanawiać, czy za ocalenie prawdy o prawdziwym bóstwie i prawdziwym człowieczeństwie nie zapłaciliśmy zbyt wysokiej ceny, jaką były podziały. Bolesne, bo trwające nieraz do dziś. Na pewno jednak dobrze się stało, że dzięki tym wszystkim sporom uświadomiliśmy sobie, jak doskonałego mamy Pośrednika. W Nim pojednanie Boga z ludźmi przestaje być jedynie wyrównaniem rachunków. Staje się faktycznym uczestnictwem w życiu Boga. Pochylając się pod ciężarem losu, z nosami przy ziemi możemy się uśmiechnąć: mamy przed sobą świetlaną wieczność. 


3. ks. Tomasz Jaklewicz 
(ze strony www.wiara.pl) 

Boga szukać na ziemi. 
Kiedy szukamy Boga, spoglądamy w górę. Mamy dobrą intuicję, że On jest ponad nami. W Betlejem wszystko wywróciło się do góry nogami. Bóg stał się człowiekiem. Kimś małym, bezbronnym, zdanym na innych. Odtąd można Go spotkać „na dole”. 
Aby wejść do Bazyliki Bożego Narodzenia w Betlejem, trzeba się mocno schylić. Do wnętrza prowadzą bowiem niskie drzwi, zwane drzwiami pokory. To wymowny znak, że Boga-człowieka trzeba szukać nie w górze, lecz na dole, na ziemi. Można ucałować ziemię, po której chodził, na której spał, mieszkał, pracował, kochał, płakał, cierpiał, umarł… jak każdy człowiek. Nic, co ludzkie, nie było Mu obce (z wyjątkiem grzechu!). „Bóg jest tak wielki, że może sobie pozwolić na to, żeby być małym. Bóg przyjął ludzkie oblicze” – mówił Benedykt XVI. Bóg stał się tak bliski człowiekowi, że bardziej już nie można. Pokora jest bramą prowadzącą na spotkanie z pokornym Bogiem. 

Most między niebem a ziemią 
Teologia posługuje się słowem „wcielenie”. To określenie nawiązuje do początku Ewangelii św. Jana: „Słowo stało się ciałem” (J 1,14). Sam termin może być nieco mylący. Sugeruje bowiem, że Bóg przyjął tylko ludzkie ciało. Bardziej precyzyjnym wyrażeniem byłoby: „wczłowieczenie”. Bóg bowiem przyjął na siebie całe człowieczeństwo, a więc także jego duchowy wymiar. W teologii przyjął się jednak termin „wcielenie”, i tego się trzymamy. 

„Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Kościół musiał bronić tej prawdy i wyjaśniać ją w pierwszych wiekach, odpowiadając na herezje, które ją fałszowały” (KKK 464). 

Te fałszywe interpretacje szły albo w kierunku pomniejszania człowieczeństwa albo zaprzeczania Bóstwu Chrystusa. Tak zwani dokeci twierdzili, że Chrystus tylko udaje człowieka, że jest jakby „przebrany za człowieka”. Z kolei arianizm kwestionował Bóstwo, uważając, że Bóg nie może się tak bardzo poniżyć, by stać się człowiekiem. Obie te tendencje w myśleniu czy w religijności są obecne i dziś. 

Wielu współczesnych (zwłaszcza wykształconych) uznaje, że Jezus był jedynie wybitnym człowiekiem, moralistą, nauczycielem itd. Natomiast nie mieści im się w głowie to, że to jednocześnie Bóg. Z kolei prości pobożni ludzie często gubią gdzieś prawdziwe człowieczeństwo Jezusa. W ich pełnej szacunku postawie wobec Jezusa pozostaje On tylko Synem Bożym – Kimś tak wielkim i odległym, że trzeba szukać innych bardziej „ludzkich” pośredników między niebem a ziemią (Maryja, święci). Tymczasem cały sens Wcielenia jest właśnie w tym, że pokonana zostaje przepaść dzieląca Boga i człowieka, że Bóg stał się nam bratem. Między Bogiem a człowiekiem przerzucony został most, któremu na imię Jezus Chrystus. Maryja i inni święci szli po tym moście do Boga, do świętości, do nieba. I tylko w tym sensie są pomocą i przewodnikami, że pomagają odnaleźć tę jedną jedyną drogę: Jezusa Chrystusa. 


4. ks. Tomasz Jaklewicz 
(ze strony www.wiara.pl) 

Dlaczego Bóg stał się człowiekiem? 
Wyznajemy w Credo: „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba”. Chodzi więc o nasze ocalenie, o ostateczne uleczenie z grzechu i ze śmierci. Można powiedzieć tak: Bóg przyszedł do nas po to, aby wyznać nam swoją miłość. Aby powiedzieć każdemu z nas: „kocham Cię, chcę być Twoim Bogiem”. To jest Słowo, które do nas dotarło przez Jezusa. Aby człowiek je zrozumiał, to Słowo musiało przemówić w ludzkim języku, dlatego właśnie stało się ciałem. Wcielenie to najpełniejsza odsłona tajemnicy Boga. Kiedy apostoł Filip poprosił Jezusa: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”, usłyszał w odpowiedzi: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,8–9).

Czyli każde słowo, ale i każdy czyn Jezusa objawiają coś z tajemnicy samego Boga. Człowieczeństwo Jezusa było widzialnym znakiem (sakramentem) niewidzialnego Boga. Jednocześnie Jezus pokazał, co znaczy być człowiekiem. Jedno z ulubionych zdań Jana Pawła II brzmiało: „Chrystus objawił człowiekowi samego człowieka”. Czyli ukazał najpełniejszy, najpiękniejszy wzór człowieczeństwa. Jedność Boga i człowieka, która jest w Chrystusie, jest zapowiedzią spełnienia najgłębszej ludzkiej tęsknoty: być jak Bóg. 

„Syn Boży stał się człowiekiem, aby nas uczynić Bogiem” – to mocne zdanie św. Atanazego cytuje katechizm (KKK 460). W raju pierwsi ludzie chcieli być jak Bóg, ale sami – bez Boga, a właściwie wbrew Bogu. Zakończyło się to katastrofą. Dzięki Chrystusowi rozumiemy, że człowiek może stać się jedno z samym Bogiem. „Wcielenie uczy nas, że Bogu i człowiekowi cudownie jest być razem” (ks. Jerzy Szymik). 


5. Rozmowa z ks. prof. Jerzym Szymikiem, teologiem i poetą 

Wcielenie pokazuje miłość Boga do nas. Każda nasza rzeczywistość jest wypełniona Bogiem. 
Anna Flak: Mam wrażenie, że trudno zrozumieć tę prawdę: oto Bóg, który zawsze zamieszkiwał w niedostępnych rejonach, nagle staje się bliski człowiekowi do tego stopnia, że integruje się z jego ludzką naturą… 
Ks. Jerzy Szymik: Dotykasz w ten sposób sprawy najpiękniejszej w chrześcijaństwie, tego, co Ewangelia nazywa Dobrą Nowiną. W świetle twojego pytania można by przetłumaczyć słowa Ewangelii mniej więcej tak: „Oto, człowieku, ze swoim cierpieniem, grzechem, samotnością, pytaniem o sens własnego życia nie jesteś sam we wszechświecie. Ostatnim słowem na temat twojego losu nie jest śmierć! Oto Bóg pochyla się nad tobą z czułością, miłością, przyjaźnią, współczuciem, zbliżając się do ciebie tak, że staje się tobą. Jednym z was. Staje się człowiekiem po to, by wszystko to, co składa się na ludzki los, zostało ocalone, zbawione”. To jest właśnie Dobra Nowina, która daje nadzieję. (…) 

AF: Jakie konsekwencje dla człowieka ma wcielenie się Syna Bożego w ludzką naturę ?
JS: Jeśli człowiek jest pytaniem, Chrystus jest odpowiedzią (...). 
Przestrzenią odpowiedzi jest tu przede wszystkim jedyna w swoim rodzaju integracja człowieczeństwa z Bóstwem. Bliskość tych dwojga jest odpowiedzią na wszystkie głody, które przewalają się przez obszar człowieczego bytu. To jedna z takich konsekwencji, najbardziej fundamentalna, z której płyną pozostałe. Wcielenie ostatecznie mówi nam o tym, że żadna kropla mojego potu, mojej krwi, żaden detal mojego życia, moja miłość, mój płacz, moja praca, wysiłek, a więc to wszystko, co składa się na to, że moje życie jest „soczyste”, że jest ludzkie, nie zostanie zaprzepaszczone. Bóg właśnie po to pochylił się aż tak nad człowiekiem, by ocalić to, co w nim jest piękne i warte Boskiego zachodu. 

AF: Czy w ten sposób Bóg dowartościował całą ziemską rzeczywistość ? 
JS: Tak. (…) Fenomen Wcielenia, a więc fakt, że Bóg stał się człowiekiem, niesłychanie dowartościowuje ziemię, cały wymiar cielesny, biologiczny ludzkiego życia, człowieczeństwa, świata, materii. Wobec tego chrześcijaństwo jest w konflikcie z taką wizją religii, która nie przywiązuje wagi do ziemi, upatrując zbawienia jedynie w sferach czysto duchowych. Bóg, który zesłał siebie, czyli niebo, na ziemię, stając się człowiekiem, skomplikował relację między niebem i ziemią w tym sensie, że przemieszał niejako ziemię z niebem. Konsekwencją tego jest na przykład fakt, że tak samo ważne jak „przeczyste” życie aniołów jest ludzkie życie uwikłane w cierpienie, kolor obłoków, fala na jeziorze, zachód słońca, krople potu, krew, szpitale. 

AF: Skoro niebo wymieszało się z ziemią, to chyba łatwo stracić orientację w tej Bosko-ludzkiej przestrzeni...  
JS: Skomplikowanie relacji między niebem i ziemią nie wyczerpuje całego bogactwa treści, które niesie ze sobą Wcielenie. Wiele rzeczy bowiem uległo uproszczeniu. Mam przede wszystkim na myśli to, że nie ma w naszym życiu sfer mniej lub bardziej świętych. Mówiąc prosto, Chrystus uświęcił naszą ludzką codzienność, prozę życia, podnosząc je na poziom nieba. W tym sensie komplikacja wymieszania nieba z ziemią jest ogromną szansą dla ziemi, jest zbawieniem ludzkiego życia, jest szansą dla tego, co dotkliwie zwyczajne w naszej codzienności. Jezus, żyjąc jak każdy z nas, dokonał rzeczy nieprawdopodobnej. Całą orbitę ludzkiej zwyczajności wciągnął w świat Boga. Czyli zbawił. 

AF: Poza ziemią nie ma zbawienia... 
JS: Tak. Z chrześcijańskiego punktu widzenia nie da się zbawić człowieka poza ziemią. Dzięki Wcieleniu podstawowy dramat zbawienia rozgrywa się właśnie tu i teraz, w materii, w człowieczeństwie, na tym świecie. Cała sprawa zbawienia polega na tym, by przebóstwić ziemię, by ją zyskać dla nieba, uczynić ją „niebieską”. 
J.Szymik, „Zapachy, obrazy, dźwięki”, 1999 


Bóg wcielony w zwykłym życiu 
mówi Teres Naglic, mama Jasia, mieszka w Zagrzebiu 
Ilekroć pomyślę o obecności Jezusa na ziemi, moje oczy i serce bardziej stają się otwarte na potrzeby drugiego człowieka. Zmienia się perspektywa przeżywania relacji z innymi, pracy, służby, odpoczynku. Mogę żyć głębiej, lepiej rozpoznawać prawdę, odkrywać piękno życia. 
Ważne dla mego życia doświadczenie miało miejsce we wspólnocie Dobrego Pasterza, gdzie przez 5 lat służyłam ludziom zagubionym. 
Zobaczyłam wówczas, że jedynie przez pryzmat Jezusa zdolna jestem przyjąć człowieka z jego grzechem. Bez modlitwy i Ewangelii pozostaje we mnie jedynie osąd, strach, zwątpienie, zamknięcie. 
W pewnym momencie mojego życia Bóg obdarzył mnie moim mężem Tiborem. Gdyby nie Jego namacalna obecność i ingerencja w nasze życie, nie przetrwalibyśmy zmagań z codziennością i naszymi słabościami. 
Jezus wcielony w nasze życie nieustannie przypomina mi o tym, że nic nie tracę, jeśli sama daję. Często też pokazuje mi, że moje wyobrażenia szczęścia nieraz podszyte są zwykłym egoizmem. 
Kiedy urodził się nam Janek, pomyślałam wtedy, jak ogromnym zaufaniem Bóg nas obdarzył. To tak, jakby cząstka Jego miłości, Jego Istoty, zamieszkała między nami. I odnosi się to nie tylko do naszej rodziny, ale i do tych, od których wyszliśmy. 
Bo On ogarnia całe nasze życie. A ja, cóż? Trwam w poszukiwaniu, kolejnego śladu Jego obecności w moim zwykłym życiu.